Powtarzano nam to przez całe życie: codzienny prysznic to podstawa dobrej higieny. Ale co, jeśli ten głęboko zakorzeniony nawyk z biegiem lat staje się mniej korzystny, niż nam się wydaje? Po siedemdziesiątce nasza skóra ulega głębokim zmianom, a to, co uważamy za zdrowy odruch, może, zdaniem wielu specjalistów, przynieść więcej szkody niż pożytku. To wystarczy, by zakwestionować niektóre głęboko zakorzenione przekonania… z odpowiednią dawką samoświadomości.
Skóra, która się zmienia, potrzeby, które ewoluują.
Z wiekiem nasza skóra się zmienia: staje się cieńsza, bardziej sucha i wrażliwa. Gruczoły łojowe zmniejszają produkcję naturalnych olejów, a bariera ochronna skóry stopniowo słabnie. Rezultat? Skóra, która jest mniej zdolna do obrony i zatrzymywania naturalnego nawilżenia.
Codzienne prysznice, zwłaszcza z gorącą wodą i mydłem, przyspieszają ten proces. Usuwają one ochronne oleje ze skóry, co prowadzi do suchości, swędzenia i drobnych podrażnień. Te mikrourazy, często niewidoczne, mogą stać się wrotami infekcji. Po 70. roku życia miękkość przestaje być luksusem, staje się koniecznością.
CIĄG DALSZY NA NASTĘPNEJ STRONIE